Dzięki Waszej hojności Julka ma szansę na życie
2016-01-18 08:15:14

Ponad 7 tys. złotych potrzeba na kontynuowanie leczenia 11-letniej Julii z miejscowości Grabki Duże, w gminie Szydłów. Daliśmy szansę Julce na wyzdrowienie, pozwólmy jej kontynuować rozpoczęte leczenie.


Julka wróciła z pierwszego etapu leczenia - od razu sama mówiła mamie, że już nie kręci się jej w głowie. Leczenie działa! - cieszyli się rodzice i z nadzieją czekali na kolejny etap. Jednak klinika przekładała termin, a ostatecznie okazało się, że nie przyjmą Julki, bo zamknięto ten oddział. Na szczęście od razu udało się znaleźć Julce miejsce w sąsiedniej klinice w Kolonii i nie musiała przerwać leczenia! 10 września 2015 roku zakończyła kolejny etap, podczas którego oprócz hipertermii i kroplówek włączono zastrzyki immunologiczne. Po pierwszej kontroli neurologicznej w Polsce już wiemy, że zachwiania równowagi zmniejszyły się do minimum.

Kolejny etap leczenia Julka zaczęła 28 września... leczenie w nowej klinice jest droższe, dlatego otwieramy zbiórkę. Będziemy płacić etapami, byle Julka mogła kontynuować leczenie - i czekamy na rezonans, który dokładniej pokaże, jakie efekty udało się uzyskać. 56  tysięcy złotych potrzeba na kontynuowanie leczenia 11-letniej Julii z miejscowości Grabki Duże, w gminie Szydłów.  Do tej pory dzięki hojności wielu osób udało się uzbierać aż 100 tysięcy złotych.  Daliśmy szansę Julce na wyzdrowienie, pozwólmy jej kontynuować rozpoczęte leczenie.

Dobrowolnych wpłat na leczenie Julki można dokonywać na stronie: https://www.siepomaga.pl/wygrac-zycie

Historia Julii

- 3 tygodnie życia, może 3 miesiące - jak lekarz może coś takiego powiedzieć matce? Serce by wyrwał i ból byłby taki sam.

Po tych słowach nie mogłam nic z siebie wydusić, chciałam krzyczeć, ale nie dałam rady. 5-centymetrowy guz w główce mojej córki według lekarza właśnie kończył jej życie.

julia_zbiorka003.jpg 

Gdy w marcu 2015 roku Julkę zaczęła boleć głowa i zlewały jej się litery podczas czytania, pierwsze kroki skierowaliśmy do okulisty. Wystarczyło dalej trzymać książkę i wszystko wróciło do normy. Skierowanie do neurologa dostaliśmy dwa miesiące później, kiedy Julka, jadąc rowerem, nie mogła utrzymać równowagi i zjeżdżała w bok. - Może zapomniała, jak się jeździ na rowerze? - uspokajał mąż. - Przecież dopiero rok temu się nauczyła, mogła zapomnieć. Jednak neurolog nie bagatelizował sprawy i dał skierowanie na prześwietlenie. 2 godziny później już byliśmy w drodze do Warszawy. - Julia ma guza, 5 cm. - tak dowiedzieliśmy się o nowotworze. - Jakiego guza? Gdzie? - pytałam. - Niestety, w mózgu. Julka musi zostać w szpitalu, przenosimy was na onkologię.

julia_zbiorka001.jpg 

Bardzo bałam się oddziału onkologicznego. Nikt w naszej rodzinie nigdy nie chorował na nowotwór. Gdy weszłyśmy na salę, Julka zobaczyła na sąsiednich łóżkach dwie dziewczynki bez włosów na głowie. Wystraszyła się, nie chciała tam zostać ani chwili dłużej. Mówiła: "Mamo, te wszystkie dzieci patrzą na moje włosy. Obiecaj, że mi nie wypadną." Mimo ogromnego strachu Julka rozpoczęła leczenie, dostała 2 dawki chemii. Po wykonaniu dokładniejszych badań lekarz powiedział, że Julka ma najgorszy nowotwór, w takim sensie, że najmniej dzieci go przeżywa. 3 tygodnie życia, może 3 miesiące... Nie mogliśmy stracić ani minuty dłużej, zaczęliśmy szukać ratunku. Wysyłaliśmy wyniki Julki do Łodzi, Poznania - nikt nie chciał się podjąć operacji, leczenia. Lekarze mówili, że guz jest opleciony nerwami, Julka mogłaby nie przeżyć operacji.

Przez znajomych zaczęliśmy szukać możliwości leczenia za granicą. Pytałam lekarzy o inne metody: protonoterapię, cybernoże. - Szejkowie tyle pieniędzy mają, że gdyby można było zdrowie kupić, to by kupili, a oni też chorują. - usłyszałam w odpowiedzi. Gdy przyszła odpowiedź z kliniki w Kolonii, że podejmą się leczenia, wypisałam Julkę na własne żądanie ze szpitala i pojechaliśmy do Niemiec. Te same 3 miesiące, które w Polsce były wyrokiem, w Niemczech mogły przedłużyć Julce życie - 46% osób poddanych terapii immunologicznej uzyskiwało całkowitą remisję.

julia_zbiorka002.jpg 

Wyprosiliśmy w szpitalu w Kolonii, żeby rozpoczęli leczenie Julki po wpłaceniu tego, co mieliśmy, wszystkich naszych oszczędności. 5 tysięcy euro - tyle uzbieraliśmy. Zgodzili się. Już po pierwszych naświetlaniach minęły zawroty głowy. Podczas hipertermii tkanka nowotworowa jest podgrzewana, co pobudza układ immunologiczny do walki z nowotworem. Wydzielają się białka szoku cieplnego, które są markerami dla przeciwciał, dzięki czemu mogą rozpoznać i atakować chore komórki. Z kolei wydzielający się kwas mlekowy zakwasza komórki rakowe, powodując, że guz, najprościej mówiąc, sam zaczyna się zjadać. Do tego Julka będzie miała podawane szczepionki immunologiczne z przeciwciał wyhodowanych z jej krwi.

Zebrane środki pozwoliły nam zacząć leczenie.



























https://swietokrzyskie.info/printnews.php?id=19968