Właśnie skończyła się budowa na jednym z najniebezpieczniejszych skrzyżowań. Kierowcy już narzekają.
Dopiero od kilku dni można dość swobodnie poruszać się po nowym rondzie
w Staszowie. Kierowcy odetchnęli, bo przeciągająca się budowa na
skrzyżowaniu ulic Opatowskiej, Langiewicza i Rakowskiej nareszcie się
zakończyła.
Kierowcom brakuje miejsca na staszowskim rondzie, szczególnie tym z ciężarówek. (M. Jarosz)
ZA CIASNE?
Rondo jest nawet ładne,
dość wysokie, dobrze oznakowane i oświetlone, dookoła ładne chodniki.
Nowe skrzyżowanie nie ma jeszcze nazwy, ale kierowcy zaczęli zwracać
uwagę, że jest za ciasne. - Nawet "osobówką” trzeba się nakręcić, jak
już robili od nowa to mogli trochę szerzej - mówi jeden z kierowców.
Istotnie,
ruch na rondzie nie jest szybki i płynny, być może dlatego, że kierowcy
powoli przyzwyczajają się do nowego skrzyżowania. Ciężarówki i autobusy
muszą bardzo powoli się przemieszczać, żeby spokojnie przejechać rondo.
Projekt został wykonany przez Orlen, który przy rondzie wybudował
stację paliw.
TRZEBA WOLNIEJ
Prace są już prawie
zakończone, została tylko kosmetyka i pomalowanie pasów na przejściach
dla pieszych. Czy projektant zapomniał o większych pojazdach na tym
skrzyżowaniu? Raczej nie. Przez rondo nie przetaczają się korowody
ciężarówek, jednak sprawiedliwie trzeba przyznać, że przydałoby się
trochę więcej miejsca chociażby dla autobusów.
- Może i jest
wąsko, ale trzeba zmniejszyć prędkość - mówi Andrzej Iskra, burmistrz
Staszowa. Jego zdaniem rondo powinno być przede wszystkim bezpieczne.
Kierowcy
muszą się przyzwyczaić do powolnej jazdy w tym miejscu i pomyśleć jak
nazwać nowe staszowskie rondo, którego koszt wybudowania wyniósł prawie
500 tysięcy złotych.
Marcin Jarosz
źródło: 