Stradlice chcą przenieść dzieci do sąsiedniej gminy. - Znajdziemy pracę dla nauczycieli - deklaruje burmistrz.
Mija dwa tygodnie od podjęcia przez kazimierską Radę Miejską uchwały o
likwidacji szkół. Pod nóż poszły podstawówki w Łękawie i Stradlicach.
Klamka zapadła. Teraz gminne służby oświatowe czekają miesiące
wytężonej pracy, tak by - zgodnie z procedurą - 31 sierpnia 2007 roku
obie placówki mogły zostać fizycznie zlikwidowane.
Sesja "likwidacyjna” miała
burzliwy przebieg - w obronie szkół stanął także Krzysztof Dragan,
sołtys Kazimierzy Małej. (A. Ligiecki)
STRADLICE ZA GRANICĘ
Wróćmy
jeszcze do burzliwej sesji rady. Padło wtedy wiele pytań ważnych nie
tylko dla społeczności wsi, które tracą szkoły. Także dla przyszłości
kazimierskiej oświaty.
Pierwsza sprawa: co stanie się z dziećmi z
likwidowanych podstawówek. O ile w przypadku Łękawy nie ma problemów -
będą dowożone do leżącego "przez miedzę” Wielgusa, to Stradlice
grożą... secesją.
Według projektu władz oświatowych, uczniowie
ze Stradlic mają od 1 września uczęszczać do kazimierskiej "jedynki”.
Ale rodzice rozważają inne rozwiązanie. Zamiast wozić dzieci osiem
kilometrów do Kazimierzy, patrzą bliżej: na Dobiesławice, w sąsiedniej
gminie Bejsce. Zdesperowani, zapowiadali podczas sesji, że jeżeli
zostanie podjęta uchwała o likwidacji, poślą swoje dzieci właśnie tam.
-
Prowadziliśmy wstępne rozmowy. Dobiesławice nie robią przeszkód, dla
nas to bliżej i taniej. Poza tym, jak to - wójt innej gminy chce nasze
dzieci, a burmistrz Kazimierzy nie chce? - pytał dramatycznym tonem
Leszek Wilk.
- Wójt Bejsc chce, bo będzie miał dzieci dla
swojej szkoły. To oczywiste, skoro za uczniem "idą” pieniądze. U nas
sytuacja jest inna. Podjęliśmy decyzję o likwidacji głównie z powodów
ekonomicznych - odparł burmistrz Adam Bodzioch, dodając: - I proszę nie
liczyć, by w takiej sytuacji gmina płaciła za dowóz. Nie dołożymy ani
złotówki.
Czy był to sesyjny straszak mieszkańców Stradlic,
którzy chcieli wywrzeć presję na radnych podczas głosowania, czy
rzeczywiście wybiorą dla swoich dzieci Dobiesławice, czas pokaże. Póki
co, precedens wisi w powietrzu - nie zdarzyło się jeszcze na Ponidziu,
by wszyscy uczniowie przenieśli się "za granicę”, do innej gminy.
PRACA DLA NAUCZYCIELI
Kolejny
drażliwy temat to nauczyciele. Co stanie się z tymi, którzy po
likwidacji szkół stracą zatrudnienie? Powszechnie wiadomo, że sytuacja
na rynku pracy jest coraz trudniejsza. Dostrzegają ten problem także
liderzy kazimierskich nauczycielskich związków zawodowych. Niezależnie
od różnic, jakie dzielą obie organizacje, zarówno Halina Opilska,
prezes Oddziału ZNP, jak i szef nauczycielskiej "Solidarności" Roman
Litwiniuk stawiają twardo warunek: pedagodzy nie mogą zostać "na
lodzie”!
- W 2007 roku jest duże, nawet bardzo duże
prawdopodobieństwo, że tych nauczycieli uda nam się "zagospodarować”.
Że znajdą nowe miejsca pracy - uspokajał burmistrz Bodzioch. - Bo za
rok, dwa może być z tym różnie.
Dodajmy, chodzi o miejsca
pracy dla części pedagogów z likwidowanych szkół. Nie dotyczy to osób,
które posiadają uprawnienia emerytalne, ani zatrudnionych na czas
określony.
Adam Ligiecki ligiecki@echodnia.eu
źródło: