Dwie szkoły do likwidacji
2007-03-01 10:39:17

Kazimierscy radni nie wysłuchali próśb mieszkańców. Szkoły w Łękawie i Stradlicach kończą swój żywot.


Łękawa już wcześniej pogodziła się z wyrokiem. Stradlice z determinacją walczyły do końca, lecz nadaremnie. Obie podstawówki poszły wczoraj pod nóż.
Była to druga sesja kazimierskiej Rady Miejskiej poświęcona likwidacji szkół. 19 stycznia radni zdecydowaną większością głosów opowiedzieli się za zamiarem likwidacji tych dwóch placówek.

GRANICE PRESJI
Potem ruszyły procedury. Pozytywną opinię w sprawie Łękawy i Stradlic wydał kurator oświaty. Odbyły się konsultacje społeczne o obu miejscowościach. Mieszkańcy mieli nadzieję, że przez półtora miesiąca karta może się odwrócić. Ale tak się nie stało.
Podczas wczorajszej sesji burmistrz Adam Bodzioch raz jeszcze powtórzył stanowisko samorządu. - Reorganizacja sieci jest konieczna. Z każdym rokiem ubywa nam uczniów, gmina musi coraz więcej dokładać do oświaty. Rozumiem racje mieszkańców. To aspekt emocjonalny, mentalny i historyczny całej sprawy. Ale są też granice presji i odpowiedzialności - podkreślił z naciskiem.

Sytuację zagrożonych placówek - pod kątem demograficznym i ekonomicznym - przedstawił Henryk Chałuda, dyrektor Zespołu Ekonomiczno-Administracyjnego Szkół. Z przedstawionych materiałów wynika, że obie podstawówki należą do najmniejszych w gminie: w Łękawie uczy się 43 dzieci (wliczając w to przedszkolaków), w Stradlicach - 53. Koszt kształcenia ucznia jest tam bardzo wysoki, a szkolne budynki wymagają gruntownych remontów.

STRADLICE CHCĄ DO BEJSC
Nie zgodziła się z tym Halina Opilska, prezes kazimierskiego oddziału Związku Nauczycielstwa Polskiego. - Nie przyjmujemy żadnej argumentacji ekonomicznej! Bo oświata nigdy nie była dochodowa i nie będzie. Dlatego bronimy szkoły, dzieci, rodziców i nauczycieli - przekonywała.

O ile Łękawa poddała się bez walki, w obronie Stradlic stanął radny Krzysztof Ziętek. - Tym małym dzieciom, którym nic do szczęścia nie brakuje, potrzebny jest spokój. A co im się oferuje? - pytał dramatycznym głosem. - Autobus. Dlatego rodzice zadeklarowali, że jeśli szkoła zostanie zlikwidowana, przeniosą swoje dzieci do innej gminy. I jakie wtedy będą oszczędności?

Nie jest tajemnicą, że chodziło o podstawówkę w pobliskich Dobiesławicach, które należą do gminy Bejsce. Jeszcze cięższe działa wytoczył Leszek Wilk ze Stradlic, który zagroził nawet... secesją. - Przez 18 lat jesteśmy na uboczu. Kazimierza niby mówi, że jest z nami, a rośnie między nami coraz większa ściana. Dlatego mieszkańcy zastanawiają się, czy nie zrobić referendum i nie przenieść się do innej gminy - przestrzegał.

Płomienne apele mieszkańców nie przekonały radnych. Kiedy przyszło do głosowania, za "ścięciem” Łękawy opowiedziało się trzynastu (Andrzej Kuliś wstrzymał się od głosu), za likwidacją szkoły w Stradlicach - dwunastu, a Krzysztof Ziętek i Andrzej Kuliś byli przeciwni.

KONIEC - 31 SIERPNIA
To pierwsza likwidacja szkół w gminie Kazimierza Wielka. Formalnie nastąpi 31 sierpnia 2007 roku - a co potem? Dzieci z Łękawy mają uczęszczać do podstawówki w pobliskim Wielgusie, uczniowie ze Stradlic do kazimierskiej "jedynki” lub "trójki”. Chyba że... rodzice dotrzymają "obietnic” i poślą swoje pociechy do Dobiesławic.

Adam Ligiecki
źródło: Echo



https://swietokrzyskie.info/printnews.php?id=1556