Święta, święta i po 9. Zaduszkach – można by rzec wracając pamięcią do kolejnej, świeżo przebrzmiałej edycji pińczowskiego święta jazzu. Cztery koncerty - każdy godzien warszawskiej Sali Kongresowej - były prawdziwą ucztą prezentującą talenty wybitnych młodych wykonawców i uznanych mistrzów starszego pokolenia.
Nic dziwnego więc, że 2 i 3 listopada, w wypełnionej za każdym razem po brzegi sali Belwederu byli i koneserzy nawet z odległych zakątków Polski. Koncerty prowadził muzyk, Leszek Ślusarski. I właśnie jego poprosiliśmy o komentarz.
Jarosław Roland Kruk: 9. Pińczowskie Zaduszki Jazzowe przeszły już właśnie do historii – jak Pan zapamięta tegoroczne święto jazzu nad Nidą?
Leszek Ślusarski: Zaduszki te okazały się dwoma pełnymi różnorodnych emocji, nader urokliwymi wieczorami. Nim ze sceny Pińczowskiego Samorządowego Centrum Kultury popłynęły pierwsze dźwięki, już, stosownie i z klasą przygotowane wnętrza tego przybytku sztuki, zaduszkowo nastrajały. Było czego posłuchać w tym roku, rozsmakować się w brzmieniach, ekscytować improwizacjami, możliwością obcowania ze znakomitościami nie tylko krajowych scen. I z pewnością zapamiętam tę wzruszającą chwilę podczas otwarcia - wspomnienie zmarłego niedawno Jarka Śmietany, wybitnego gitarzysty, który, dokładnie rok wcześniej dał tu, w Belwederze wspaniały koncert.
JRK: Mnie spodobała się konwencja koncertów pierwszego i drugiego wieczoru – zestawienie obok siebie dwóch pokoleniowo odległych muzycznych prezentacji: młodych-gniewnych i dojrzałych mistrzów. Czy mógłby Pan, choćby w kilku zdaniach podzielić się wrażeniami z tych czterech koncertów?
LŚ: Każdy z nich był inny, każdy wiódł słuchacza przez różne poletka Pięknej Pani Muzyki, dostarczając silnych wrażeń, czy to niesioną dźwiękami energią, feerią barw i rytmów, czy lirycznie skłaniając do zadumy, refleksji, zasłuchania się w samych siebie. Sięgano pamięcią do muzycznych spotkań sprzed lat, a przede wszystkim radowano się i zachwycano pięknem emanującym z granych czy śpiewanych dźwięków. Zaproszonych w tym roku do Pińczowa artystów i ich muzycznej klasy - mogą organizatorom pozazdrościć największe festiwale! W Belwederze wyborni grali dla nas: Piotr Schmidt Electric Group, Wojciech Karolak, Janusz Muniak, Adam Czerwiński, Adam Bałdych Quartet i pięknie wieńczący zaduszkowe spotkania duet: Grażyna Auguścik & Artur Dutkiewicz.
JRK: Za rok okrągły jubileusz – 10. Zaduszki Pińczowskie, po wyjątkowych doznaniach podczas 9-tych przed organizatorami staje ogromne wyzwanie. Czy wiadomo już coś o Zaduszkach AD.2014?
LŚ: Wielkie brawa dla Artura Dutkiewicza - Dyrektora Artystycznego Pińczowskich Zaduszek Jazzowych i jego wiernych druhów z PSCK, wiedzionych ręką Pani Dyrektor Iwony Senderowskiej za wspaniałą "dziewiątkę". W takim składzie, jubileuszowe, 10-te zaduszkowe spotkanie za rok, z pewnością będzie pełne jazzowych smakowitości.
Zdjęcia: Alicja Mazurek, Jarosław Roland Kruk