Pińczowski przedsiębiorca ma nietuzinkowe pasje. Ale najbardziej zasłynął dzięki swojemu zamiłowaniu do biegów...
Mieczysława Pikulskiego znają doskonale wszyscy pińczowianie. Nie tylko
dlatego, że jest właścicielem znakomicie prosperującej firmy. Przede
wszystkim dzięki temu, że jest społecznikiem i ma pasje, którym oddaje
się z ogromnym zaangażowaniem i efektami.
Mieczysław Pukulski
w poprzednich kadencjach był radnym miejskim. Obecnie prowadzi firmę
Eko-Inż. Ale swojej działalności nie ogranicza do bram przedsiębiorstwa.
Obeliski
Kilkanaście
dni temu Mieczysław Pikulski podarował regionowi dwa ogromne bloki
marmuru. Przeznaczone zostały one na obelisk. Jeden stanie w
Niegosławicach - rodzinnej wiosce pisarza Adolfa Dygasińskiego, którego
105 rocznicę śmierci będzie w tym roku świętował powiat pińczowski.
Władze powiatu i gminy Złota rozpoczęły już przygotowania do tych
obchodów i ustanowiły rok 2007 "Rokiem Adolfa Dygasińskiego - piewcy
Ponidzia”.
Jeden z wielkich bloków
marmuru podarowany przez prezesa Mieczysława Pikulskiego będzie
obeliskiem poświeconym 105 rocznicy śmierci Adolfa Dygasińskiego. (I.
Imosa)
Drugi z bloków marmurowych stanie w czerwcu na
błoniach w pobliżu wsi Kopernia z okazji obchodów 750 rocznicy nadania
praw miejskich Krakowowi. Prezenty są cenne, a ich ofiarodawca dumny i
skromny.
- To nie tylko mój prezent, ale także mojego wspólnika
Stanisława Misztala, który jest pasjonatem i kolekcjonerem minerałów -
mówi prezes Pikulski.
Ikar
Pomnik Ikara - poświecony
pamięci najwybitniejszych pilotów i twórców szkoły szybowcowej Polichno
- Pińczów - także jest darem Mieczysława Pikulskiego. - Tak się złożyło
że kilkanaście lat temu bardzo aktywnie zaangażowałem się w
reaktywowanie Aeroklubu Pińczowskiego. W gronie kilku osób uznaliśmy,
że tradycje lotnictwa lub raczej awiacji są w Pińczowie tak piękne, a
warunki do uprawiania sportów lotniczych wręcz wymarzone, że
postanowiliśmy reaktywować Aeroklub - mówi pan Mieczysław.
Futbol
-
Sport masowy, młodzieżowy, a zwłaszcza piłka nożna zawsze mnie
interesowały. W Pińczowie osiadłem w 1972 roku, ale wcześniej działałem
w Stalowej Woli, gdzie byłem inspiratorem rozgrywek ligi
międzyzakładowej. Tutaj także udało się zorganizować coś podobnego.
Zresztą obserwowałem zawsze miejscową drużynę Nida Pińczów, która
przeżywała wzloty i upadki. Żeby prawdziwy sport wyczynowy miał dobre
zaplecze, konieczne jest propagowanie sportu wśród najmłodszych. I te
przesłanki kierowały mną przy zakładaniu Parafialnego Klubu Sportowego
Ponidzie. Chodziło o stworzenie ligi trampkarzy i młodzików oraz
amatorów - aby potem móc oczekiwać lepszych wyników sportowych - mówi
Mieczysław Pikulski.
Biegi...
- Zaczynaliśmy
długodystansowe bieganie razem z moimi przyjaciółmi - Janem Mostkiem i
Tadeuszem Zającem. Teraz biegamy już tylko z Tadziem Zajacem, bo Jan
wybrał raczej mniej wyczerpujące dyscypliny. A my biegamy regularnie
3-4 razy w tygodniu i podejmujemy wyzwania o ważnej pozasportowej
wymowie. Chodzi nam przy tym o hołdowanie pięknym tradycjom,
dedykowanie naszego wysiłku wielkim wydarzeniom historycznym i
propagowanie szlachetnego, zdrowego stylu życia. Mamy nadzieję, że
zaszczepiliśmy tę pasję wielu młodych osobom - przede wszystkim
dzieciom. Jest już przy naszym klubie parafialnym klub biegacza. To
cieszy najbardziej, bo my jesteśmy już starą gwardią.
30 marca 2004 roku Mieczysław
Pikulski i Tadeusz Zając przybiegli z pola bitwy pod Grochowiskami.
Przynieśli relikwie świętego Brata Alberta. W Pińczowie witał ich
ksiądz kanonik Józef Zdradzisz.
... i wielkie biegi
Najbardziej znaczące wyczyny biegaczy-nestorów wspomina ksiądz kanonik Józef Zdradzisz, dziekan dekanatu pińczowskiego.
-
Wyczyny sportowe i postawa panów Pikulskiego i Zająca są dla mnie, jako
duchownego niesamowitym dokonaniem. Prawie trzy lata temu, w końcu
marca 2004 roku obaj panowie przebiegli z pola Bitwy pod Grochowiskami
do naszej Kaplicy Świętej Anny. Przynieśli ze sobą relikwie
błogosławionego Brata Alberta Chmielowskiego, który był uczestnikiem
tamtej bitwy. Oczekiwałem na nich wraz z tłumem parafian i przyznam, że
z trudem opanowałem wzruszenie, kiedy pan Tadeusz Zając, zdyszany i
wyczerpany wygłosił pamiętne słowa Brata Alberta: "Abyście byli dobrzy
jak chleb”. Ojcowie Albertyni poprowadzili wówczas drogę krzyżowa i
było to wielkie wydarzenie w naszej parafii. Nie pierwsze i nie jedyne
jak się wkrótce okazało. Kilka miesięcy później obaj panowie podjęli
jeszcze większe wyzwanie i pokonali trasę z Bazyliki Mniejszej w
Wiślicy do kościoła Świętego Jana Ewangelisty i Apostoła w Pińczowie.
Przynieśli przesłanie i symbole naszej wiary, a dokonali tego dla
uczczenia Roku Kardynała Oleśnickiego. Nieśli krzyż z kolebki
chrześcijaństwa, czyli z płyty orantów w podziemiach wiślickiej
bazyliki. Teraz wspieram duchowo ich przygotowania do kolejnego
wielkiego wyczynu, jaki zaplanowali na 27 marca bieżącego roku. Tego
dnia przebiegną trasę z Opactwa Cystersów w Jędrzejowie do Pińczowa.
Przyniosą relikwie błogosławionego Wincentego Kadłubka. Jędrzejowskie
opactwo był blisko związane z parafią w Pińczowie, gdyż w jego
granicach były w owych wiekach wsie Skowronno Dolne i Skowronno Górne.
Nie wszystkim wiadomo, że Wincenty Kadłubek oprócz wielkich dokonań w
roli kronikarza, był pierwszym w Polsce magistrem i to dzięki niemu we
wszystkich kościołach pali się wieczna lampa przed najświętszym
sakramentem - przypomina ksiądz Józef Zdradzisz. - Z Jędrzejowa nasi
bohaterowie pobiegną przez Mogiłę, Imielno, Sobowice i Skowronno a do
miasta wbiegną ulicą 3 Maja.

W kościele Świętego Jana
Ewangelisty i Apostoła biegacze przekazali symbole naszej wiary na ręce
biskupa ordynariusza Diecezji Kieleckiej Kazimierza Ryczana.
Kapliczka biegających
Kilka
lat temu w trakcie treningów biegacze odkryli opuszczoną i zniszczoną
kapliczkę w lesie koło Skrzypiowa. - Odnowili ją i nazwali "kapliczka
biegających”. Teraz kilka razy w tygodniu biegną tam, aby się przez
chwile pomodlić i wracają z powrotem do Pińczowa. Ja także odwiedzam to
miejsce i kilka razy pozostawiłem im tam karteczkę "od siebie”. Ważne
jest jeszcze i to, że wczoraj o świcie zauważyłem dwie biegnące osoby.
To było małżeństwo, które także zaczęło uprawiać bieganie i w tym
dostrzegam fenomen działań naszych maratończyków - mówi ksiądz kanonik
Józef Zdradzisz.
Tysiące kilometrów
- Nie jestem
żadnym wyczynowcem. Biegi długodystansowe uprawiam rekreacyjnie i dla
zdrowia. Obliczyłem, że dotychczas przebiegłem około 20 tysięcy
kilometrów, w tym trzykrotnie maraton warszawski. Uczestniczyłem także
w półmaratonie zorganizowanym w węgierskim mieście Tata, które jest
zaprzyjaźnione z Pińczowem - dodaje Mieczysław Pikulski.
Ludzie
ze środowisk związanych ze sportem i szkolnictwem są pełni dla prezesa
Parafialnego Klubu Sportowego Ponidzie Nida Pinczów. - Nigdy nie
odmawia pomocy przy organizacji imprez dla dzieci. To dobry i
szlachetny, a przy tym bezinteresowny człowiek - mówi jedna z
pińczowskich nauczycielek.
Irena IMOSA imosa@echodnia.eu źródło: 