Ciężarne uczennice czują się jakby były trędowate - szkoły każą im zabierać papiery albo kierują na naukę w domach.
Mama Kasi z goryczą słucha zapewnień ministra edukacji o tym, że zlecił
spisać ciężarne uczennice po to, by mieć pewność, że szkoły otaczają te
uczennice najlepszą opieką. Jej córka uczy się w I klasie technikum i
za kilkanaście dni urodzi dziecko. Uczy się w prywatnej szkole w
Kielcach, bo w trzech publicznych, do których składała papiery, mimo
świetnego świadectwa - odmówiono jej przyjęcia, gdy przyznała się, że
jest w ciąży.
Ciężarne uczennice czują się jakby były trędowate.
- To był dla nas szok, córka poczuła się wtedy
tak, jakby była trędowata, wyrzucona poza społeczeństwo - mówi
rozżalona matka dziewczyny. Jej zdaniem w lepszej sytuacji są
uczennice, które nielegalnie usunęły ciąże - nikt nie wytyka ich
palcami, nie wpisuje do ankiet ministerialnych... - A przecież
dziewczyny, które zdecydowały urodzić dziecko wykazują się odwagą i
odpowiedzialnością!
Inny przykład z tego roku szkolnego: w jednym z
kieleckich gimnazjów uczennica I klasy spodziewa się dziecka z kolegą z
klasy. Ją skierowano na nauczanie indywidualne w domu. - Żeby nie
gorszyć pozostałych uczniów - tłumaczy dyrektor szkoły. Co ciekawe,
takie konsekwencje nie spotkały ucznia, który jest ojcem dziecka...
Wicekurator
oświaty Ewa Mirowska jest zdziwiona tymi przypadkami. - Do tej pory nie
mieliśmy żadnych skarg na traktowanie uczennic w ciąży. Gdybyśmy o tym
wiedzieli, od razu byśmy reagowali - zapewnia Ewa Mirowska.
Świętokrzyscy kuratorzy i wizytatorzy czekają na sygnały o
dyskryminacji ciężarnych uczennic pod numerem telefonu: 










041-342-16-34
, 344-33-58.
Magdalena Brzezińska
brzezinska@echodnia.eu
Zobacz wizytówkę autora.