Tragedia w Lipiej Górze 2007-01-05 12:49:56
Zarzut pobicia oraz zabójstwa usłyszał po Nowym Roku 15-letni chłopak z Lipiej Góry. Nastolatek prawdopodobnie zadał mieszkańcowi tej samej wsi śmiertelny cios cegłą.
Mieszkańcy Lipiej Góry w gminie Krasocin są wstrząśnięci. Jeszcze takiej tragedii nie widzieli, podobnie jak mieszkający w sąsiedniej wsi - Karolinowie wójt gminy Józef Siwek. - To teren spokojny - twierdzi wójt.
 Policjanci z laboratorium Wojewódzkiej Komendy Policji w Kielcach oraz dochodzeniowcy z Włoszczowy robili oględziny ciała 33-latka i zabezpieczali ślady Fot. Rafał Banaszek - Dostało się po mordzie, ale nie żeby od razu zabić człowieka - opowiadali ludzie w Nowy Rok, patrząc z niedowierzaniem na zwłoki swojego krajana z roztrzaskaną głową, leżące przed betonowym ogrodzeniem przy drodze we wsi. Właśnie w tym miejscu znalazła 33-latka w noworoczny poranek jego matka idąca na autobus.
50 METRÓW OD DOMU
- Byłam w drodze do kościoła. Przeszłam koło tego miejsca i nic nie zauważyłam. Dopiero sąsiadka, która szła przede mną, powiedziała mi, że coś tam leży pod płotem. Myślała, że to jakiś worek. Wróciłam się. Patrzę, a tu leży mój Robert nie żywy. 50 metrów od domu. Zaczęłam krzyczeć i wołać, że syn nie żyje... - opłakuje śmierć swojego najmłodszego z sześciorga dzieci pani Danuta.
Oględzin ciała 33-latka i zabezpieczenia wszelkich śladów zbrodni dokonywali w Nowy Rok w białych kombinezonach policjanci z laboratorium Komendy Wojewódzkiej Policji w Kielcach oraz dochodzeniowcy z Włoszczowy. Zbieranie śladów zajęło im kilka godzin.
DWÓCH NA JEDNEGO
Jak doszło do dramatu? Wedle ustaleń policji 33-latek przyszedł do sąsiada w sylwestra złożyć życzenia. Było już po północy. W domu trwała libacja alkoholowa. Uczestnikami zabawy było kilkanaście osób, także bardzo młodych, w wieku od 11 do 19 lat. Pech chciał, że kilku obecnych na imprezie mieszkańców wsi było zwaśnionych z 33-latkiem. Zaczęło się od utarczek słownych, a potem wywiązała się bójka pomiędzy przybyłym a dwoma braćmi - 15- i 17-latkiem.
- Bijatyka rozpoczęła się w kuchni, potem przeniosła się na zewnątrz, niedaleko schodów. Tutaj znaleziono między innymi odbity w błocie ślad twarzy 33-latka. Już w trakcie szarpaniny ktoś pobiegł po ojca obu braci, ten przybiegł pod koniec awantury. Podczas bójki to 15-latek prawdopodobnie zadał 33-latkowi śmiertelny cios w głowę bloczkiem sylikatowym - opowiada Artur Szkot, oficer prasowy włoszczowskiej policji. - Przerażające jest to, że osoby, które były świadkami całego zajścia, w ogóle nie reagowały na bójkę, traktowały ją jak coś normalnego, jak grę komputerową - dziwi się rzecznik policji.
OJCIEC I SYNOWIE PODEJRZANI
Uczestnicy bijatyki zostali od razu zatrzymani i przesłuchani. Ponoć zeznali na policji, że to 33-latek wszczął bójkę, a oni tylko się bronili. - Jeden zgania na drugiego - mówi Artur Szkot. 2 stycznia wszyscy trzej usłyszeli zarzuty. Ojciec jest podejrzany o nie udzielenie pomocy, za co grożą mu trzy lata więzienia. Tyle samo grozi starszemu synowi, który będzie odpowiadał za udział w pobiciu. Śmiertelny cios miał jednak zadać najmłodszy syn i to on jest podejrzany zabójstwo 33-latka. - Będzie sądzony jak osoba dorosła - wyjaśnia aspirant Szkot. Najmniejsza kara, jak mu grozi to osiem lat więzienia, najsurowsza - 25 lat.
Rafał BANASZEK źródło: 
|
|
|