W Wielką Środę podczas porannej mszy proboszcz i wikary wychodzili z kościoła nie przez zakrystię, jak zawsze, ale przez główną nawę. Wychodząc, uderzali brewiarzami o ławki. Tak im kazała czynić tradycja na pamiątkę męki Chrystusa.
Zwyczaj ten był parodiowany przez rozwydrzonych chłopców, którzy, gdy tylko księża wyszli z kościoła, trzaskali kijami o ławki, robiąc w kościele wielki hałas i strasząc modlących się. To nie jedyne pomysły skorych do psot, którzy szczególnie w Wielką Środę wykazywali się pomysłowością. Ze słomy, sznurka i szmat robili kukłę, podobną do Marzanny, która tym razem przedstawiała Judasza. Świadczyło o tym trzydzieści kawałków potłuczonego szkła, niby trzydzieści srebrników, włożonych do mieszka przy pasku kukły zdrajcy. Dwóch chłopaków wynosiło kukłę na kościelną wieżę, a reszta czekała na dole z kijami. Wrzeszczeli, krzyczeli, piszczeli... Kiedy z wieży spadła kukła Judasza, chłopcy rzucali się na nią z kijami i tłukli z całych sił, drąc się przy tym przeraźliwie. Bili dopóki z kukły nie została garstka śmieci, którą wrzucali do wody lub palili. Po Judaszu bowiem nie może zostać żaden ślad.

Czasem zamiast Judasza zrzucano... czarnego kota. Zwierzę miało symbolizować zdrajcę Chrystusa. Rozwydrzeni młodzieńcy napadali także na Żydów; tak długo obijali kijami nieszczęśnika, póki ten się nie wyrwał i nie uciekł do domu.
Tego dnia gospodynie zajmowały się sprzątaniem. Do niedzieli wszystko musiało być oczyszczone: dusza, ciało, chata i całe obejście. Bielono izby, czasem dodając do kredy chabrowej farbki, muchy nie lubią tego koloru. W domu, gdzie była panna na wydaniu, gospodarz nie malował ściany szczytowej, tylko ochlapywał ją pędzlem pełnym farby. Utworzone w ten sposób wzory były znakiem dla kawalerów.
Gospodynie i ich córki uwijały się po obejściu.
Wynosiły poduchy i pierzyny, na płotach wieszały makaty i dery. Odświeżano kożuchy, sukmany, kapoty, zapaski i wszelki przyodziewek, wypychano i moszczono sienniki świeżym sianem i słomą, myto podłogi, stoły, ławki, szybki w oknach. Bielono chlewiki i oborę, kładziono nową podściółkę, łatano dziury w płocie i zamiatano podwórze. Po takim obejściu było widać, że Wielkanoc blisko.
źródło: E. Ferenc, Polskie tradycje świąteczne, Wydawnictwo Święty Wojciech, Poznań 2010, ISBN 978 83 7516 257 8, s. 162-163.
zdjęcie Internet