- Krótko przed nadejściem poranka, około piątej rano, 24 marca 1944 roku we wsi Markowa koło Łańcuta, niemieccy żandarmi zamordowali ośmioro Żydów oraz całą, ukrywającą ich ośmioosobową polską rodzinę.
Od kul zginęli: 44- letni Józef Ulma, jego, będąca w ostatnim miesiącu ciąży, 32 -letnia żona Wiktoria oraz szóstka ich dzieci: 8-letnia Stasia, 6-letnia Basia, 5-letni Władzio, 4-letni Franciszek, 3-letni Antoś i półtoraroczna Marysia - przypomina na licznych wykładach historyk krakowskiego Instytutu Pamięci Narodowej, dr Mateusz Szpytma.
Józef Ulma, ojciec, urodził się w 1900 roku w ubogiej wiejskiej rodzinie. Ukończył czteroklasową szkołę powszechną. W 1921 roku został powołany do służby wojskowej. W 1929 r. rozpoczął dalsze kształcenie w szkole rolniczej w Pilźnie. Ukończył ją z wyróżnieniem.
Józef był osobą o wielu zainteresowaniach, wszechstronnie uzdolnioną. Aktywnie działał w lokalnej społeczności. Zajmował się pszczelarstwem i hodowlą jedwabników, propagował ogrodnictwo i uprawę warzyw, jako pierwszy stworzył we wsi szkółkę drzew owocowych. Był też bibliotekarzem w Kole Młodzieży Katolickiej i aktywnym członkiem ZMW „Wici”. Największą jego pasją była jednak fotografia.

W 1935 r. Józef poślubił młodszą o 12 lat Wiktorią Niemczak i wkrótce na świat zaczęły przychodzić ich dzieci.
Gdy wybuchła wojna, Józef Ulma zaangażował się w pomoc Żydom. Prawdopodobnie w drugiej połowie 1942 roku przyjął pod swój dach ośmioro żydowskich uciekinierów z rodzin Szallów i Goldmanów z Łańcuta. Innej żydowskiej rodzinie pomógł wybudować ziemiankę w pobliskim lesie i sukcesywnie zaopatrywał w żywność. Leśna kryjówka, po jakimś czasie, niestety została zlokalizowana przez Niemców. Ukrywający się w niej trzy kobiety i dziecko zamordowano. Pomoc ze strony Ulma nie została ujawniona. Mimo zaistniałego zdarzenia gospodarz z Markowej, narażając życie całej swojej rodziny, kontynuował ukrywanie u siebie ośmiorga Żydów z Łańcuta.

Wiosną 1944 r, granatowy policjant, z pochodzenia Ukrainiec, Włodzimierz Leś, który wcześniej zagarnął majątek ukrywanej w Markowej rodziny Szallów i teraz zamierzał pozbyć się jego prawowitych właścicieli, zadenuncjował Ulmów.
Krótko przed świtem, w piątek 24 marca 1944 czterech niemieckich żandarmów z posterunku w Łańcucie: Joseph Kokott (volksdeutsch z Czechosłowacji), Michael Dziewulski i Erich Wilde, pod dowództwem szefa, porucznika Eilerta Diekena, wraz z czterema granatowymi policjantami, wśród których był tenże Włodzimierz Leś, wpadło do gospodarstwa Ulmów. Pozostawiwszy policjantów jako obstawę niemieccy żandarmi wdarli się do domu. Rozpoczęła się masakra. Dwóch braci Szallów i Gołdę Goldman zastrzelili podczas snu. Następnie, dla postrachu ogółu, oprawcy polecili sprowadzić na świadków dalszej egzekucji przybyłych z nimi polskich furmanów. Na ich oczach Niemcy zastrzelili pozostałych braci Szallów oraz Laykę Goldman z dzieckiem. Jako ostatni zginął 70–letni ojciec Szallów.

Następnie przed dom wyprowadzono Józefa Ulmę, jego ciężarną 32-letnią żonę Wiktorię i wszystkie dzieci. Rodziców zastrzelono na ich oczach. Prawdopodobnie w czasie egzekucji Wiktoria zaczęła rodzić, gdyż świadek ekshumacji zeznał później, że po wykopaniu zwłok dostrzegł główkę i piersi noworodka wystające z jej narządów rodnych.
Po zamordowaniu dorosłych, Niemcy, po krótkiej naradzie rozstrzelali również dziatwę.Na oczach woźniców zamordowano 8-letnią Stasię, 6-letnią Basię, 5-letniego Władzia, 4-letniego Frania, 3-letniego Antosia i półtoraroczną Marysię. Trójkę bądź czwórkę dzieci zastrzelił osobiście Joseph Kokott, krzycząc przy tym do furmanów: „patrzcie jak giną polskie świnie, które przechowują Żydów”.
Po zakończeniu masakry Niemcy przystąpili do grabieży gospodarstwa Ulmów. Wezwali też sołtysa i kilku mężczyzn, by pogrzebali zamordowanych we wspólnej zbiorowej mogile. Akcję uwieńczyła suto zakrapiana libacja alkoholowa oprawców urządzona na miejscu masakry. Po niej, sześcioma furmankami pełnymi zrabowanych dóbr, żandarmi i policjanci powrócili do Łańcuta.

We wrześniu 1944 r. żołnierze AK zlikwidowali policjanta Włodzimierza Lesia. Spośród Niemców, za uczestnictwo w mordzie na rodzinie Ulmów i ukrywanych przez nich Żydach, osądzony został jedynie żandarm Joseph Kokott. W 1957 został on odszukany i aresztowany w Czechosłowacji, a następnie wydany do Polski. W 1958 sąd w Rzeszowie skazał go na karę śmierci, jednakże Rada Państwa PRL okazała wspaniałomyślność wobec mordercy dzieci, skorzystała z prawa łaski i zamieniła karę na dożywocie, a następnie na 25 lat pozbawienia wolności. Kokott zmarł w więzieniu w 1980 roku. Porucznik Eilert Dieken, dowódca ekspedycji karnej, po wojnie pracował jako inspektor policji w zachodnioniemieckim Essen. W latach 60. niemieckie władze rozpoczęły śledztwo w sprawie zbrodni popełnionych przez niego podczas służby w okupowanej Polsce. Jednakże, zanim zdołano postawić go w stan oskarżenia, Dieken zmarł.
Losy pozostałych dwóch morderców Michaela Dziewulskiego i Ericha Wildego pozostają nieznane.
13 września 1995 żydowski Instytut Pamięci Męczenników i Bohaterów Holocaustu Jad Waszem w Jerozolimie przyznał pośmiertnie małżeństwu Józefowi i Wiktorii Ulma medale „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata” - najwyższe izraelskie odznaczenie cywilne nadawane nie-Żydom.
17 września 2003 pelpliński biskup Jan Szlaga otworzył proces beatyfikacyjny 122 polskich ofiar hitleryzmu, wśród których znaleźli się Józef i Wiktoria Ulmowie oraz szóstka ich dzieci.
Zbrodnia w Markowej stała się symbolem martyrologii Polaków mordowanych przez Niemców w odwecie za niesienie pomocy Żydom. 24 marca 2004 r. we wsi odsłonięto pomnik poświęcony bohaterskiej i wielkodusznej rodzinie Ulmów.
23 marca 2012 podpisany został akt erekcyjny budowy Muzeum Polaków Ratujących Żydów. Powstanie ono w Markowej i nosić będzie imię rodziny Ulmów. Jego otwarcie zaplanowane jest na marzec 2014r.
/JK/
źródła:
- dr Mateusz Szpytma, Oddali życie za bliźnich, http://mtrojnar.rzeszow.opoka.org.pl/swieci/ulmowie/oddali.htm
- Wikipedia