Boże Narodzenie, na które wielu z nas z niecierpliwością czeka przez cały rok, już blisko. Jakie zwyczaje wiążą się z zimowymi świętami?
Przygotowania do Wigilii
Święta Bożego Narodzenia, nazywane często również Godami, Godnimi Świętami czy Koladką, mają bardzo bogatą obrzędowość. W dużej mierze zawdzięczamy ją przedchrześcijańskim rytuałom, obyczajom, wierzeniom czy zabiegom magicznym. Niedopełnienie któregoś z nich mogło grozić nawet końcem świata. Wierzono, że wszystkie ciężkie prace w gospodarstwie, jak np. sprzątanie czy ozdabianie domu, należy zakończyć przed pojawieniem się na niebie pierwszej gwiazdki. Gospodynie kończyły gotowanie potraw, aby w czasie świąt nie pracować. W Wigilię obowiązywał zakaz przędzenia, tkania, szycia i motania. Te czynności bowiem bardzo upodobały sobie nieprzyjazne człowiekowi demony wody, które mogły się pojawić, gdy ktoś w wigilię zasiadł przy kołowrotku. W wyjątkowy wieczór poprzedzający Boże Narodzenie zwierzęta mówiły ludzkim głosem, a woda w źródłach i potokach zamieniała się na krótki czas w miód, wino, a nawet złoto. Cudu mogły doświadczyć jedynie osoby niewinne i szczęśliwe. Są rejony Polski, w których do dziś odbywa się obrzędowe mycie wodą zaczerpniętą w Wigilię o północy ze źródła, ma ona chronić od chorób. Tego wieczoru oczekiwano wizyty szczególnych gości – duszy zmarłych. To właściwie dla nich były przeznaczone postne potrawy z ziaren zbóż, miodu, maku, grzybów typowe dla styp pogrzebowych. Żywi tego wieczoru nie chcieli wyrządzić zmarłym krzywdy. Dlatego też, na przykład, nie siadano na ławach czy stołkach bez dmuchnięcia, gdyż mogła tu siedzieć dusza zmarłego. Kolację wigilijną należało spożywać w spokoju i milczeniu.

Choinka
Zwyczaj ubierania choinki przywędrował do Polski z Niemiec na przełomie XVIII i XIX wieku. W naszym kraju początkowo przyjęła się w miastach, na wsiach zielone drzewko zaczęto ustawiać dopiero w latach 20 XX wieku. Gospodarz szedł do lasu po drzewko w wigilijny poranek. Wyniesiona ukradkiem z lasu choinka miała przynieść „złodziejowi” szczęście i powodzenie. Zielone gałązki stanowiły symbol życia i płodności, radości. Zwyczaj ozdabiania nimi domów w okresie Godów sięgał średniowiecza i rozpowszechnił się w wielu krajach Europy. Prawdopodobnie wywodzi się on z dawnego, adwentowego zwyczaju ustawiania ozdobionego drzewka, które nazywano rajem, w przedsionkach kościołów. Miało ono symbolizować rajskie drzewo życia, z którego został wykonany krzyż Chrystusa. Gałązki jodły zawieszano pod sufitem u powały. W południowej Polsce nazywano je podłaźnikiem, sadem, podłaźniczką, bożym drzewkiem, rajskim drzewkiem lub wiechą. Wieszanie podłaźnika było bardzo uroczystym momentem. Ozdobę zawsze zawieszał gospodarz. Najpiękniejszą gałąź umieszczano w izbie, inne przybijano nad drzwiami wejściowymi chałupy, w stajni, w owczarni, w pomieszczeniach gospodarskich. Wierzono, że przyniosą tak zawsze pożądane szczęście i dobrobyt, ochronią przed złem i urokami. Wszędzie, czy to w chłopskich chałupach, czy szlacheckich dworach, a nawet magnackich pałacach znalazło się siano. Były snopki stawiane w kątach, sianko kładzione pod obrusem lub opłatkiem. Często na obrus sypano ziarna zbóż. A to na pamiątkę narodzin Jezusa w betlejemskiej stajence.
Wieczerza wigilijna
Zwana również obiadem wigilijnym, postnikiem, pośnikiem, kutią, wilią, wigilią w różnych częściach Polski wyglądała inaczej. Wspólne jednak zawsze były: pora rozpoczęcia wieczerzy, spotkanie przy stole całej rodziny, pozostawianie wolnego miejsca dla nieobecnych i zmarłych, dzielenie się opłatkiem, tradycyjny zestaw postnych potraw, przystrojenie izby. Święta zaczynały się, gdy na niebie pojawiała się pierwsza gwiazda. Stół w wiejskiej chałupie zajmował honorowe miejsce przy ścianie, na której zawieszone były święte obrazy. Na obrusie zawsze stała święta figura, najczęściej krzyż, obok leżał chleb. Na co dzień nie jadano przy stole, a na ławach, które ustawiano pośrodku kuchni. Co jadano podczas wigilijne wieczerzy? Potrawy najczęściej przygotowywano z ziaren zbóż, maku, miodu, orzechów, grzybów, grochu, fasoli, bobu, jabłek, suszonych owoców, w bogatszych domach natomiast z wielu gatunków ryb. W wigilijną wieczerzę jedzono barszcz z żytniej mąki albo czerwonych buraków, siemieniec ( zupa z siemienia lnianego), grochówkę, polewkę z maku z jagłami, zupę grzybową. Wśród dań pojawiały się także kasza gryczana z sosem grzybowym, kluski z makiem i miodem, pierogi z grzybami, jabłkami albo śliwkami, postna kapusta kiszona, śledzie, gotowana rzepa suszona. Na deser podawano struclę makową, pierniki, łamańce i inne ciasta. Był również kompot z suszu, kisiel owsiany lub żurawinowy. Liczba potraw musiała być nieparzysta. Uczestnikom wieczerzy nie można było wstawać od stołu, zanim nie skończyli jeść, ani nawet odkładać łyżki, którą jedli. Złamanie któregoś z wigilijnych zakazów groziło winnemu śmiercią w nadchodzącym roku. Dobry gospodarz w Wigilię nie zapominał o zwierzętach, z którymi dzielił się opłatkiem i resztkami wigilijnej wieczerzy. Zapewniały one „dobre chowanie”.
Na podstawie: „Encyklopedia tradycji polskich”, Renata Hryń-Kuśmierek, Zuzanna Śliwa.