Coraz bliżej „andrzejki”- czas wróżb i wielkiej nadziei na ich spełnienie. To także początek adwentu, po którym nastanie czas godów i weselisk. A na te od zawsze najbardziej czekały dziewczyny, które chciały wiedzieć, której pisany jest ślub po adwencie. Na te pytania odpowiedź dawały wróżby. Jak kiedyś przepowiadano sobie przyszłość w andrzejki?
Dawniej dziewczęta na wsiach zbierały się i wspólnie przepowiadały sobie przyszłość, a szczególnie zainteresowane były swoimi matrymonialnymi losami. Wróżby najczęściej zaczynano od… lania wosku, cyny lub ołowiu roztopionych na piecu, do skopka (drewnianego wiaderka na mleko lub śmietanę) z zimną wodą. Oczywiście wosk i wymienione metale obowiązkowo lało się przez klucz. Skąd taki pomysł? Klucz bowiem służy do otwierania, także tajemnicy przyszłości.
Na wschodzie Polski znów, dziewczęta piekły w „andrzejki” małe babeczki
zwane bałabuszkami. Jaki był przepis na wypiek? Do wykonania bałabuszek
konieczna była mąka ukradziona z domu kawalera. Dopuszczano także mąkę
świeżo zmieloną na żarnach, ale uwaga, obracanych pod słońce, czyli w
przeciwną stronę niż zazwyczaj. Kolejnym składnikiem ciasta była woda,
przyniesiona ze studni. Dziewczyna idąca z wodą nie mogła się za siebie
odwracać ani z nikim rozmawiać. Najlepiej, gdyby wodę przyniosła w
południe lub o północy. Był to bowiem najlepszy czas na kontakty z
zaświatami. Gorące upieczone bałabuszki smarowano tłuszczem. Babeczki
podawano podczas wieczerzy, na którą dziewczęta zapraszały parobków.
Chłopcy przyprowadzali ze sobą psa, absolutnie nie sukę. Jedna z
dziewcząt zdejmowała wstążkę i zakładała zwierzęciu na ogon. Pies biegał
wokół stołu, a wszyscy czekali aż porwie z niego jedną z babeczek.
Czyją bałabuszkę pies zje, ta panna pierwsza wyjdzie za mąż.
Źródło: www.flickr.com
Dziewczyny miały wiele pomysłów na to, jak wywróżyć sobie przyszłość. Jedna z nich na przykład wychodziła z izby, a jej koleżanki odwracały do góry dnem trzy garnki, pod którymi schowane były kolejno: obrączka lub czepek małżeński, wyciągnięcie których oznaczało rychłe zamążpójście, kawałek chleba czasem różaniec – staropanieństwo, grudka ziemi lub kawałek drewna wróżyły śmierć. Zdarzyło się i tak, że dziewczyna, która wywróżyła sobie staropanieństwo i ciężką chorobę, postanowiła odebrać sobie życie. Pannę uratowano a w najbliższym karnawale… bawiono się na jej weselu.
Dziewczyny dałyby wszystko za wiedzę, jak potoczą się ich losy. Skakały na przykład do placka oblanego miodem i makiem zawieszonego u belki pułapu. Ta, której udało się ugryźć wypiek, wiadomo, miała zapewnione zamążpójście.
Ogromne znaczenie przywiązywano do snów z andrzejkowej nocy. Otóż dziewczyny najbardziej chciały wyśnić mężczyznę, jego pojawienie się oznaczało bowiem koniec panieństwa. Kołyska we śnie, jak nietrudno się domyślić, wróżyła narodziny dziecka, pies staropanieństwo, a trumna śmierć. Najgorzej, gdy dziewczyna wstawała rano i… nie pamiętała, co jej się śniło. Zawsze mogła jednak sięgnąć pod poduszkę, gdzie wieczorem włożyła karteczki z imionami chłopców. Wystarczyło wyciągnąć kartkę, a przyszłość była znana. Zdarzało się, że dziewczyny wręcz zastawiały sieć na chłopaka, który niemało miał kłopotu, by się z niej wywinąć. Gorzej jednak, gdy jak w sieci, w którą wpadł, szamotał się ze swą przyszłą żoną w małżeństwie.
W dzień świętego Andrzeja wszystkie znaki na ziemi i niebie zdawały się odpowiadać młodym dziewczynom na pytanie, czy wydadzą się w najbliższym czasie za mąż. A dzień pełen był tajemniczych znaków, każda więc czujną była, żeby niczego nie przegapić. I jak się nietrudno domyślić, w dzień świętego Andrzeja panny, zajęte wróżbami, zaniedbywały swoje obowiązki. Stąd wzięło się przysłowie „Nie jędrusić, a na koszule gnusić (prząść)!”. A panny pełne nadziei czekały na spełnienie dobrych wróżb…
Na podstawie „Polskie tradycje świąteczne” Ewy Ferenc.