Mieszkamy na szlaku gradowym, ale trudno jakoś nam w to uwierzyć i pogodzić się z tym, że czerwiec, a szczególnie w naszym przypadku lipiec, mogą sypnąć lodem z nieba. Zwłaszcza, jeśli grad spada na sady owocowe, a tak ostatnio na naszym terenie stało się 3 lipca po południu w Magierowie.
W ciągu pół godziny spadło 36 litrów wody na metr kwadratowy, ale to tak na początek, bo następne gwałtowne burze dolały do wodomierza kolejne 28 milimetrów, w sumie w przeciągu kilku godzin było to 64 milimetry.
Deszcz, choćby i ulewny, to jeszcze nie taka straszna klęska, siana pewno teraz nikt nie zwozi, a i do żniw trochę czasu. Ale tym razem ten nieszczęsny gradowy szlak znów przypomniał o sobie. Duże, gęste lodowe kulki spadły na sady czereśniowe w pełni owocowania, pokaleczyły jabłka, zrzuciły z drzew mnóstwo śliwek, pokładły część zbóż, strzaskały ogórki.
Mamy chyba w Magierowie pecha, w zeszłym roku również tylko tutaj spadł na początku lipca grad, 2 kilometry dalej nie było nawet drobnego deszczu. Przypisujemy to temu, że mieszkamy na wyniesieniu i jakoś tak chmurom do nas blisko, lubią o nas zahaczać, często zdarza się, że granica opadów kończy się tuż za Górą Magierowską, co można zaobserwować w trakcie jazdy samochodem.
A oto kilka zdjęć zrobionych 3 lipca telefonem komórkowym: