Czteroletnia dziewczynka zginęła wczoraj przed południem w jednym z gospodarstw rolnych w Zagorzycach koło Pińczowa.
Dziewczynka najprawdopodobniej uderzona została przez wirujący element
ciągnika.
Wczoraj ojciec dziecka zwoził z pola buraki pastewne.
Najprawdopodobniej nie zauważył własnego dziecka, które w tym czasie
miało przebywać u swojej cioci. Przez nikogo niezauważone przyszło do
pomieszczenia gospodarczego i stanęło przy pracującej maszynie.
- Mamy do czynienia w ogromna tragedią rodzinną. Z naszych ustaleń
wynika, że ojciec przyciągnął ciągnikiem rozrzutnik do obornika,
załadowany burakami pastewnymi i wjechał do szopy, w której składował
buraki. Włączył mechanizm, aby rozładować buraki i wyszedł poza
budynek. Nie zauważył, że tam przebywa jego dziecko. Usłyszał tylko, że
silnik dziwnie pracuje. Gdy wbiegł do szopy, zobaczył leżące obok
maszyny, zakrwawione dziecko - mówi podinspektor Piotr Przynarowski,
naczelnik sekcji kryminalnej Komendy Powiatowej Policji w Pińczowie.
- Rodzina na własną rękę postanowiła natychmiast przewieźć dziecko do
szpitala. Na razie trudno mówić o spójnych zeznaniach rodziców, gdyż są
oni w szoku. Zabezpieczamy ślady i sporządzamy dokumentację. Więcej o
okolicznościach tego wypadku będzie wiadomo po wykonaniu sekcji zwłok.
Ponawiamy apel o rozwagę, ostrożność i rozsądek zwłaszcza w czasie
używania maszyn i urządzeń rolniczych - powiedział Przynarowski.
- Proszę o wszystko w tej sprawie pytać policję i prokuraturę. Ja nie
miałem kontaktu z rodziną. Dziecko przywieziono do szpitala martwe -
powiedział nam doktor Jacek Piątek, specjalista chirurg, lekarz dyżurny
pińczowskiego Szpitala Rejonowego.
W Zagorzycach ludzie nie wiedzieli jeszcze o tym dramacie.
- To niewyobrażalna tragedia i trudno ogarnąć ją myślami. To bardzo
porządne i pracowite małżeństwo. Prowadzą duże, bo około
dziesięciohektarowe gospodarstwo i uprawiają głównie warzywa - mówi
sołtys Zagorzyc Kazimierz Wojtaś.
- Oni są niesamowicie pracowici, a na własnym gospodarują od niedawna.
Oprócz maleńkiej, która zginęła, mają jeszcze dwie inne córeczki -
starszą chyba o dwa latka i najmłodszą, która ma niewiele ponad roczek.
Boże, apelujecie w swojej gazecie, żeby inni ludzie uważali na
maleństwa. Są przecież przypadki, że dorośli dają dzieciakom, zaledwie
kilkuletnim chłopcom, samodzielnie prowadzić ciągniki, często po
nierównym terenie, po polach czy pagórkach, a przecież to jest
niesamowite zagrożenie - dodaje Alfreda Wojtaś, żona sołtysa.

Takim wałkiem przekaźnikowym mogła zostać uderzona dziewczynka (fot. I. Imosa)
Jeden z wzorowych podbuskich rolników zademonstrował nam mechanizm,
który mógł stać się przyczyną śmierci dziewczynki z Zagorzyc, chociaż
jest to jedynie hipoteza. - Wałek przekaźnika mocy musi pracować w
idealnej osi z ciągnikiem, ponieważ jakiekolwiek nierówne ustawienie
powoduje silne wibracje tego mechanizmu, zwłaszcza na przegubach.
Irena IMOSA
Źródło: Echo Dnia