Proces po napadzie na konwój w Połańcu
2006-10-05 10:29:46

- Obok samochodu stało dwóch mężczyzn. Jeden w wyciągniętej do góry ręce trzymał broń, machał nią.




Pomyślałem nawet, że może strzelić w moim kierunku - zeznawał świadek w procesie napadu na konwój w Połańcu.
Ludzie, którzy tego czerwcowego dnia byli w bloku stojącym naprzeciwko banku, widzieli fragmenty tego, co się wydarzyło.

- Usłyszałem szczęk blach, jak przy wypadku samochodowym i strzały. Myślałem, że ktoś strzela z kapiszonów - zeznawał wczoraj przed kieleckim Sądem Okręgowym starszy mężczyzna, który zasłabł na chwilę, przypominając sobie szczegóły tego, co zaszło.


- Naprzeciwko zjazdu do banku stał taki ciemny samochód, obok niego było dwóch mężczyzn. Jeden, w kominiarce, jakby na miękkich nogach. W uniesionej ręce trzymał broń, machał nią. Nawet pomyślałem, że może strzelać w moim kierunku, cofnąłem się trochę. Ten drugi złapał go, wepchnął do samochodu, wrzucił tam też broń. Samochód odjechał tyłem. Był w nim jeszcze trzeci mężczyzna - opowiadał. Świadek wykazał się wielką przytomnością umysłu. Zapamiętał numery rejestracyjne samochodu i trasę, jaką odjechał.

Nieco inne szczegóły zapamiętała kobieta, która w momencie napadu była w bloku, w mieszkaniu teściowej. - Dwaj mężczyźni stali koło srebrnego auta, chyba audi. Na pewno jeden, ten bliżej mnie, był w kominiarce. Słychać było strzały. Nawet powiedziałam do męża: „Jakaś mafia ci strzela pod oknem”. Na środku ulicy stało białe cinquecento. Ci dwaj mężczyźni podbiegli do niego, wyciągnęli coś ze środka. Najpierw myślałam, że to duża torba, ale to był chyba człowiek. Był skulony, może ranny. Wzięli go pod pachy i zaprowadzili do srebrnego audi - opowiadała.



/mow/


Źródło: Echo Dnia



https://swietokrzyskie.info/printnews.php?id=1151