Nie tak wyobrażaliśmy sobie pożegnanie wakacji w podbuskim Radzanowie. Sobotni
koncert nad wodą został przerwany w kulminacyjnym momencie, przed wejściem na scenę gwiazdy imprezy - Szymona Wydry. Popularny piosenkarz rockowy nie zgodził się wystąpić na radzanowskim kąpielisku. Według menażera artysty, organizatorzy nie stworzyli odpowiednich warunków.
Początkowo nic nie wskazywało na tak dramatyczny finał. Szymon Wydra
przyjechał z zespołem Carpe Diem i ekipą towarzyszącą godzinę przed
koncertem. Przez większość czasu nie opuszczał granatowo-żółtego
mikrobusa, ale dało się odczuć, że jest zawiedziony niezbyt zachęcającą
frekwencją. Na kąpielisko, mimo słonecznej pogody, nie przyszła w
sobotę nawet setka fanów.
Ci czekali cierpliwie na występ idola, chociaż technicy nie kwapili się
do rozstawienia na scenie instrumentów i aparatury. Wreszcie, 30 minut
po planowanym rozpoczęciu show, ogłoszono, że Szymon Wydra nie
zaśpiewa.
Powód oficjalny: niewłaściwe przygotowanie imprezy od strony
technicznej. Organizatorzy uważają, że spełnili warunki zapisane w
umowie, a to zespół podjął decyzję o zerwaniu koncertu.
Pomimo nerwowej atmosfery Szymon Wydra był dla fanów bardzo miły. Przez
blisko dwa kwadranse podpisywał w samochodzie zdjęcia, plakaty, skrawki
papieru. A potem uśmiechnięty, z ochotą pozował do wspólnych
fotografii. Nie odmówił nikomu. Mimo incydentu opuszczał Radzanów w
świetnym humorze.
- Strasznie szkoda, że koncert został odwołany. Bardzo lubimy Szymona
Wydrę, chciałyśmy zobaczyć go „na żywo”. Zapowiadała się świetna
impreza - nie ukrywały żalu buskie nastolatki, Justyna i Marta. - Ale
Szymon... i tak jest super! - dodały, machając gwiazdorowi na
pożegnanie.
Wszyscy widzowie otrzymali z powrotem pieniądze za bilety. Na otarcie
łez - w przedprogramie - wystąpiła tylko kielecka formacja rockowa
Adrenalina.
Zdaniem menażera zespołu Carpe Diem, organizatorzy koncertu nie
dotrzymali warunków umowy. Jak powiedział w rozmowie z „Echem Dnia”,
nie zamontowano dachu nad sceną, były też zbyt duże spadki napięcia
prądu w zasilaniu. - Chcieliśmy zagrać w Radzanowie, lecz w takiej
sytuacji było to niemożliwe - przekonywał.
Inaczej całą sprawę widzi promotor koncertu Mirosław Kumor. - Z
wyjątkiem dachu nad estradą, ale przecież w sobotę była piękna,
słoneczna pogoda, zagwarantowaliśmy wszystko to, co było w umowie. Nie
poczuwam się do winy - ripostuje. - To zespół zerwał koncert, byliśmy
tym bardzo zaskoczeni.
Adam LIGIECKI ligiecki@echodnia.eu
Źródło: