2011 był trudny dla rolników i sadowników. Nasz rejon nie ucierpiał jednak aż tak bardzo jak zachód Polski, gdzie na początku maja kwitnące drzewa łamały się pod ciężarem śniegu, a sprawę pogorszył kilkustopniowy mróz. U nas z kolei długotrwałe okresy suszy przedzieliły lipcowe deszcze, burze, gradobicia i znowu deszcze.
W sumie w tym roku w lipcu spadło u nas 200 mm deszczu (dla porównania w 1997 roku , roku powodzi zmierzono na naszym terenie niewiele więcej , bo 225 mm opadów). Było trudno, w czerwcu truskawki usychały, później popękały od nadmiaru deszczu nawet teoretycznie odporne na pękanie odmiany czereśni, zboża nie można było zebrać, a brak opadów od połowy sierpnia aż do października spowodował problemy ze zbiorem warzyw i z zasiewami zbóż. Klimatolodzy stwierdzili też, że mieliśmy najbardziej suchy listopad od kiedy tylko w Polsce monitoruje się pogodę.
Nie było dobrze.
A oto 2 zdjęcia, zrobione w naszej gminie, one też zapewne pokazują jakieś dziwactwa przyrodnicze. Pierwsze zrobione we wrześniu przedstawia odmianę idared, kwiaty sąsiadują z dojrzewającymi owocami.

Zdjęcie przypomina legendę celtycką o Wyspie Jabłek, Avalon, na której znajdowała się Równina Szczęścia z cudowną jabłonią jednocześnie pokrytą owocami, liśćmi i kwiatami. Jabłka z niej zerwane dawały życie i młodość. Zamach na drzewo był karany śmiercią.
I jeszcze jedno zdjęcie, maślaki jak maślaki, ale te akurat były zbierane w drugiej połowie listopada. Mimo ogromnej suszy postanowiły jednak wyjrzeć z ziemi. Nawet robaki się ich nie spodziewały, wszystkie były zdrowe (i smaczne).

Gazeta między koszykami z 19 listopada ma dowodzić daty zbioru. Grzyby zbierać można było i później, aż do początku grudnia. A kto wie, czy po ostatnich opadach deszczu lasy nie sypnęły prawdziwkami, warto zajrzeć, bo i temperatura całkiem nie grudniowa.
A co nas czeka w nowym roku? Wigilia niestety nie była jasna, a wróżby i obserwacje wigilijne sugerują, że z siewem warzyw trzeba się będzie pospieszyć, kwiecień i maj mogą być suche i ciepłe.
Dobrego roku!