W niedzielnym spotkaniu czternastej kolejki świętokrzyskiej klasy okręgowej, wicelider MKS Busko Zdrój pokonał przed własna publicznością ostatnią drużynę w tabeli, Koprzywianke Koprzywnica 3:0.
Spotkanie okazało się nie takie łatwe jak można było sobie wyobrazić po ostatnich wynikach Koprzywianki. Drużyna z Koprzywnicy wyszła na murawę skomasowaną obroną i szukała sowiej szansy kontratakując. Mimo tego buski bramkarz Marcin Ciemiera nie miał dużo pracy w tym spotkaniu. W 55 minucie spotkania po błędzie Mateusza Zocha w środkowej strefie boiska, zawodnik gości wyszedł sam na sam z buskim bramkarzem. W tej sytuacji interweniujący Ciemiera doznał kontuzji i musiał opuścić plac gry.


W jego miejsce wszedł Gabor Sarnecki. W 60 minucie spotkania w okolicach linii bocznej sfaulowany został Marcin Grochowski. Sam poszkodowany z rzutu wolnego dośrodkował w pole karne i po zamieszaniu w polu karnym bramkę zdobył Rafał Witkowski. W 81 minucie Wiesław Francuz prostopadle zagrywa piłkę do Michała Puchały, który zdobywa kolejnego gola dla MKS-u. Trzy minuty później po stałym fragmencie gry Kamil Kolanowski zdobył trzecią bramkę dla buskiego zespołu.. Doskonałej okazji do zdobycia bramki w pierwszej połowie nie wykorzystał Wiesław Francuz. W sytuacji sam na sam trafił w bramkarza gości.
„W ubiegłym tygodniu mieliśmy w drużynie prawdziwy szpital. Chodzi tu o przeziębienia, które wyłączały z treningu praktycznie pół zespołu. Dokonałem paru zmian w składzie. Od początku wyszedł Zoch, natomiast na ławce usiadł Grochowski, narzekający na uraz mięśniowy. Trzeba przyznać, że wejście tuż po przerwie Grochowskiego, dało tzw. kopa drużynie. Mecz może nie był piękny, ale liczą się trzy punkty” – powiedział po meczu trener Zdroju, Artur Jagodziński.