Niedzielna tragedia nad Nidą w okolicach Wiślicy mogła mieć znacznie większe rozmiary, gdyby nie przytomność umysłu i perfekcja starszego aspiranta Leszka Stanka, który dosłownie w ostatniej chwili skoczył do rzeki i uratował tonącą dziewczynkę, a potem jej ojca.
- Tuż po 17 zabezpieczaliśmy rejon tragicznego zdarzenia - utonął 34-letni mężczyzna. Zwłoki tragicznie zmarłego leżały na brzegu i oczekiwaliśmy na przyjazd prokuratora. W tym momencie zauważyłem mężczyznę, który wraz z dzieckiem spacerował po płyciźnie rzeki niedaleko od urwiska i głębi sięgającej kilku metrów. Zdążyłem jedynie krzyknąć, żeby ostrzec ich przed niebezpieczeństwem i w tym momencie prąd porwał dziecko, które zniknęło pod wodą. Zdążyłem jedynie zrzucić buty i skoczyłem do rzeki. Szybko udało mi się odnaleźć dziecko, odholować i dosłownie wyrzucić na brzeg, po czym ruszyłem w poszukiwaniu ojca, który także zniknął pod powierzchnią wody. Z nim nie było większych problemów, bo był przytomny - opowiada starszy aspirant Leszek Stanek.
W niedzielne popołudnie pełnił w tym miejscu służbę z kolegą z patrolu, starszym sierżantem Marcinem Krawczykiem. Obaj są ratownikami Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego i są w sekcji motorowodniaków Komisariatu Policji w Nowym Korczynie.
Uratowani - ośmioletnia dziewczynka i jej 33-letni ojciec są mieszkańcami Świętochłowic w województwie śląskim, a na Ponidzie przyjechali na wakacyjny wypoczynek. Ojciec nie znał rzeki i nie wiedział, że szczególnie w tych okolicach jest ona bardzo zdradliwa.
W poniedziałek rano starszy aspirant Leszek Stanek i szef nowokorczyńskiego komisariatu nadkomisarz Romulad Sztenc stawili się w gabinecie komendanta powiatowego policji nadkomisarza Romana Sobczaka. - Gratuluję i jestem z was dumny. Postaram się o nagrodę, bo bardzo solidnie na nią zapracowaliście - powiedział szef.
Starszy aspirant Leszek Stanek pracuje w policji od 1991 roku, starszy sierżant Marcin Krawczyk od 1997. Egzaminy na ratowników WOPR zdali w 2002 roku. Zdobyli także patenty sterników motorowodniaków. Są wysocy, silnie zbudowani i o zagrożeniach na wodzie wiedzą wszystko. Dobrze się stało, że krytycznej niedzieli mieli służbę w rejonie tragedii na Nidzie w okolicach Wiślicy.
Bohaterowie w mundurach
- W lipcu 2004 roku starszy posterunkowy Sebastian Słowik z Komendy Powiatowej Policji w Ostrowcu skoczył na ratunek 24-latkowi, który w ucieczce przez patrolem, skoczył do rzeki i zaczął tonąć. Nie było to pierwsze uratowane przez policjanta życie. W VII klasie wyciągnął z wody tonącą dziewczynkę. Uratował też swego kolegę, który tracił siły w zalewie w Starachowicach.
- W marcu 2005 roku sierżant sztabowy Wacław Krzemiński z Komendy Powiatowej Policji w Kazimierzy Wielkiej wyratował 20-latkę z samochodu zatopionego w rzece Małoszówce, płynącej wzdłuż jednej z kazimierskich ulic. „Maluch” wypadł tam z jezdni i na boku leżał w głębokiej na około metr, ale wyjątkowo zimnej wodzie. Policjant wyskoczył z radiowozu, rozbił szybę od strony pasażera i wydostał dziewczynę.
- W kwietniu 2005 sierżant sztabowy Grzegorz Anioł z III Komisariatu Policji w Kielcach zrzucił buty i bluzę od munduru, a potem skoczył do zimnej wody kieleckiego parkowego stawu, aby ratować tonącego człowieka. Wyciągnięty na brzeg mężczyzna trafił do szpitala. Jego życia nie udało się niestety uratować. Serce nie wytrzymało. Dostał zawału.
/minos/
Źródło: