Kazimierski III Rajd Zabytkowych Pojazdów dotarł do najpiękniejszych miejsc na Ponidziu.
Oryginalny fiat z 1938 roku ze 120 tysiącami kilometrów na liczniku oraz kierowcy strzelający gole jak na mundialu i „kasujący” policyjne fotoradary... gliną – to można było zobaczyć tylko na III Rajdzie Zabytkowych Pojazdów Szlakiem Republiki Partyzanckiej.
Dwudniowa impreza została zorganizowana przez kazimierskie Koło Automobilklubu Kieleckiego. W strugach deszczu i upale kierowcy pokonali blisko 400 kilometrów, trasą wiodącą przez pięć powiatów i dwa województwa.
Komandor w prototypie
Rajd ruszył w sobotę rano, w Luborzycy koło Proszowic (Małopolskie). Na starcie stanęły 33 pojazdy – 30 samochodów oraz trzy motocykle. I naprawdę było co podziwiać.
Komandor rajdu Marek Krupa zasiadł za kierownicą żółtego fiata X1/9 – unikatowego egzemplarza z prototypem w nazwie. Obok włoskiego fiata z 1938 roku jechał polski fiat 125p z oryginalnej, pierwszej serii. Były klasyki światowej motoryzacji: mercedes, porsche, ford, renault, nieśmiertelny volkswagen „garbus”.
W imprezie startowało ponad 70 osób, w tym liczne grono pań. Najmłodszy uczestnik miał... siedem miesięcy i całą trasę zaliczył pod opieką rodziców, najstarszy przekroczył siedemdziesiątkę. Najdalej, bo aż z Gliwic przyjechali Tomasz i Krzysztof Grajkowie. Wśród startujących byli kierowcy z Krakowa, Kielc, Zakopanego, Buska Zdroju.
Bułka z masłem, fotoradar i laleczka
Najbardziej spektakularnym wydarzeniem pierwszego dnia imprezy była próba sprawnościowa, na dziedzińcu przed halą sportową w Kazimierzy Wielkiej.
Organizatorzy nie zapomnieli, że w Niemczech mamy mundial, kazali więc kierowcom przejechać slalom, a na finał... strzelać piłką do bramki. Była próba smakowa: jedzenie bułki z masłem na czas oraz jazda po „ósemce”. Mnóstwo emocji przyniosło „kasowanie” policyjnych fotoradarów (z tekturowego pudełka) przy użyciu woreczka – nomen omen – z gliną. Na koniec każdy musiał wyłowić wędką z wody pływającą w basenie śliczną laleczkę. Nagrody dla najlepszych ufundował starosta Jan Nowak.
Po południu kawalkada pojazdów przejechała przez Kazimierzę Małą do Bejsc, gdzie uczestnicy rajdu zwiedzili jedyny w Polsce „Belweder bis” (Pałac Badenich) i zabytkową Kaplicę Firlejowską. Na trasie II Eskapady Patriotycznej znalazł się także Opatowiec, z pomnikiem marszałka Józefa Piłsudskiego na skarpie wiślanej.
W festiwalowych rytmach
Po mokrym początku niedziela powitała rajdowców wspaniałą, słoneczną pogodą. Rano odwiedzili oni miejsca związane z historią walk niepodległościowych na Ponidziu, składając wiązanki kwiatów przed Pomnikiem Żołnierzy Trzech Armii w Ksanach oraz w Czarkowach, u stóp Pomnika Legionistów. Stąd, przez królewski Nowy Korczyn, pojechali „nadwiślanką” prosto do Pacanowa.
Po raz pierwszy kazimierski rajd gościł na ziemi staszowskiej. Na trasie znalazły się m.in. Pałac Radziwiłłów w Rytwianach, zalew w Chańczy oraz Kurozwęki, z rodowym zamkiem Popielów i... bizonami. Co więcej, w niedzielę odbywał się tu koncert w ramach XII Międzynarodowego Festiwalu Muzyczny imienia Krystyny Jamroz, toteż silniki grały jak nigdy dotąd – w rytmie walców i polek Straussa.
Po zwiedzeniu „polskiego Carcassone” – Szydłowa rajd wjechał na teren powiatu kieleckiego. Kierowcy zostali powitani na rynku w Chmielniku, skąd drogą krajową nr 73 ruszyli do Buska Zdroju.
Puchar dla superfiata
Starosta buski Jerzy Kolarz ufundował puchar dla właściciela najstarszego pojazdu. Otrzymał go Andrzej Karbowski z Krakowa, posiadacz włoskiego fiata z 1938 roku.
– Ja jeżdżę tym autem od 36 lat i nie zamieniłbym go na żadne inne. Spisuje się bez zarzutu, ani razu mnie nie zawiodło – zapewnił pan Andrzej, pokazując z dumą 120 tysięcy kilometrów na liczniku.
Kolejny kilometr superfiat zaliczył ze starostą oraz wiceburmistrz Bożentyną Pałką-Korubą „na pokładzie”, których krakowski kierowca zaprosił do wykonania rundy honorowej. A buszczanie i kuracjusze mogli podziwiać z bliska, na wyciągnięcie ręki, prawdziwe perełki motoryzacji.
Adam LIGIECKI ligiecki@echodnia.eu
Źródło; 