Nie byle jakimi osiągnięciami sportowymi może poszczycić się mieszkaniec Piasku Małego – Michał Nowocień. Ten 19-letni uczeń III klasy Zespołu Szkół Techniczno-Informatycznych w Busku-Zdroju ma już na swoim koncie wiele tytułów mistrzowskich w downhill – najbardziej ekstremalnej odmianie kolarstwa górskiego polegającej na jak najszybszym zjeździe po naturalnej trasie (łącznie z przeszkodami terenowymi) ze szczytu w dół.
Na rowerze, jak większość, Michał jeździ od dziecka, a pasją kolarstwa górskiego zaraził go trzy lata termu kolega ze szkolnej ławy. W tym przypadku w pełni uzasadnione jest powiedzenie, że uczeń przerósł mistrza. A zaczynał Michał niewinnie- na magierowskich górkach, w leśnych ostępach. Później było forum pasjonatów kolarstwa górskiego, zawody mniejszej rangi, a w końcu Puchar Polski.

Pierwszy publiczny występ Michała odbył się 2 lata temu w Myślenicach. Zajął wtedy 28 miejsce (na 80 zawodników). W tym samym roku zajął też 13 miejsce w Wiśle, 8 w Szklarskiej Porębie i 4 w Zakopanem na koniec swojego pierwszego sezonu. Taka zwyżka formy i coraz lepsze osiągnięcia zachęciły Michała do dalszych treningów i startów w zawodach w następnym sezonie. Dla downhillowców zaczyna się on praktycznie po zejściu śniegów, co w górach ma miejsce na przełomie kwietnia i maja. Drugi sezon to już pasmo samych sukcesów:
Obecny sezon zaczął się fatalnie. Wywrotka na torze w Wiśle, stłuczone kolano i złamana ręka w nadgarstku. Michał jednak nie poddaje się. Trzy dni po zdjęciu gipsu, jeszcze z obolałą ręką startuje znów w Wiśle i zajmuje III miejsce. Później jest III miejsce w Wierchomli i II miejsce na Mistrzostwach Polski w Szczyrku (zjazd ze Skrzycznego). W tym roku w planach ma jeszcze Szklarską Porębę, Koninki, Zakopane i Międzybrodzie Bialskie w ostatni weekend września na zakończenie sezonu. Na razie od września zaczyna się szkoła. Michał nie ma jeszcze sprecyzowanych planów na przyszłość, ale jednego jest pewien – będzie jeździł na rowerze. I to ma nadzieję, że na coraz lepszym.

Pierwszy rower sfinansowała mu mama. Kosztował 1200 zł i Michałowi wydawało się, że jest najlepszy na świecie. Teraz ma już swój 3 rower. Ten ostatni, najbardziej profesjonalny, kosztował 6 tysięcy złotych (taki sam tylko nowy kosztuje 15 tysięcy zł.) i jest systematycznie przez Michała udoskonalany. Nowy rower pozwolił mu na przejście z kategorii Hobby Hardtail do najbardziej zaawansowanej kategorii Hobby Full. W tym przypadku start w danej kategorii uzależniony jest nie od samych umiejętności zawodnika, ale od roweru na jakim startuje. Zawodnicy startują praktycznie w dwóch kategoriach wiekowych – juniorzy do 18 roku życia i seniorzy powyżej (bez ograniczeń – startują nawet 40-letni pasjonaci).

Zawodnicy muszą zadbać o swoje bezpieczeństwo, a sędziowie niejednokrotnie przed zawodami sprawdzają sprzęt i wyposażenie downhillowców w niezbędne akcesoria. Jest to przecież bardzo kontuzjogenny sport. Wybite barki, pęknięte nadgarstki są tu na porządku dziennym. Dlatego też jeździ się w kasku z zabudowaną szczęką (jak w motokrosie), ochraniaczach na piszczele i kolana, zbroi na kręgosłup, ręce i klatkę piersiową. Wszystko to ma chronić zawodnika w razie upadku. A i tak, jak pokazuje przykład Michała, wywrotka może skończyć się złamaniem. Ale cóż począć – tak już jest w sportach ekstremalnych. Michał śmieje się, że czasem oczekująca na mecie rodzina w ogóle nie może rozpoznać zjeżdżającego zawodnika, taki jest oblepiony błotem od stóp do głów. Od tego roku Michał na zawody jeździ już sam. Ma prawo jazdy, a samochodu użycza mu mama. Na tylną klapę doczepia rower i w drogę. Wyjazdy są przeważnie dwudniowe sobotnio-niedzielne. W sobotę treningi, a w niedzielę eliminacje i finał. W kategorii Michała tj. Hobby Full zgłasza się do eliminacji przeważnie około stu zawodników, do finału przechodzi 25 najlepszych i to oni konkurują między sobą.

Nie wiem czego zwyczajowo życzy się downhillowcom, może żeby nigdy nie stracili kontaktu ze swoim rowerem. Michałowi życzymy bezwypadkowych startów, zero kontuzji i najwyższych miejsc na podium.
(mpm)